Czasem wystarczy jeden szczegół,
żeby znany świat zaczął wyglądać inaczej.

KLIN wyrósł z CyberpunkPortal, projektu poświęconego cyberpunkowi i science fiction. Dziś patrzę szerzej: na kulturę, naukę, technologię, historię i codzienność. Interesują mnie rzeczy, które komplikują to, co wcześniej wydawało się oczywiste.

Johnny Mnemonic – przyszłość pomyliła kierunek

 


 W Johnny Mnemonic z 1995 roku przyszłość zaczyna się od problemu, który dziś brzmi niemal komicznie. Johnny ma wszczepiony do mózgu implant pozwalający przechowywać dane. Jego podstawowa pojemność wynosi 80 gigabajtów, specjalny moduł zwiększa ją do bezpiecznych 160 GB, ale podczas kolejnego zlecenia przyjmuje aż 320 GB. Nadmiar informacji zaczyna zagrażać jego życiu. Trzy dekady później podobna ilość danych nie wymaga cybernetycznego mózgu ani nielegalnego kuriera. Można ją zmieścić na urządzeniu, które bez problemu schowamy w kieszeni.

Łatwo więc potraktować film Roberta Longo jak kolejną wizję przyszłości, która zdążyła się zestarzeć. Wielkie gogle, rękawice do poruszania się po sieci, ludzie przemycający informacje we własnych głowach — technologia przyszłości widziana oczami połowy lat dziewięćdziesiątych wygląda dziś momentami bardziej retro niż futurystycznie. Tyle że właśnie to starzenie czyni Johnny Mnemonic interesującym. Film pomylił się w kwestii tego, gdzie będziemy przechowywać informacje. Nie pomylił się jednak, stawiając znacznie trwalszy problem: kto naprawdę kontroluje informację, jeśli samo jej posiadanie nie wystarcza, żeby móc z niej korzystać?

Człowiek o określonej pojemności.

Johnny nie jest hakerem próbującym włamać się do korporacyjnej sieci ani buntownikiem walczącym o wolność informacji. Jest kurierem. Klienci płacą mu za możliwość umieszczenia zaszyfrowanych danych w implancie znajdującym się w jego mózgu. Johnny przewozi je do odbiorcy, nie wiedząc nawet, co właściwie znajduje się w jego głowie. Sam William Gibson opisywał bohatera jako posłańca posiadającego kluczową informację, której treści nie zna.

Ta niewiedza nie jest wadą systemu. Jest jego zabezpieczeniem. Johnny może mieć dane dosłownie we własnym ciele i jednocześnie nie posiadać wiedzy, którą zawierają.

Cena tej pracy jest jednak większa niż wszczepienie implantu. Johnny poświęcił własne wspomnienia z dzieciństwa, żeby zrobić miejsce dla technologii, dzięki której zarabia. Chce usunąć implant i odzyskać utraconą część swojej przeszłości, ale potrzebuje na to ogromnych pieniędzy. Dlatego przyjmuje jeszcze jedno zlecenie — właśnie to, podczas którego zgadza się przewieźć dwukrotnie więcej danych, niż może bezpiecznie pomieścić.

Powstaje osobliwa transakcja: cudze dane zajmują przestrzeń w mózgu człowieka, który przez implant utracił własne wspomnienia. Film stawia obok siebie pamięć i informację, choć dla człowieka nie znaczą one tego samego. Gigabajty można policzyć i wycenić. Wspomnienie z dzieciństwa może nie mieć żadnej wartości rynkowej, a jednocześnie być częścią tego, kim jesteśmy.

Pamięć przenieśliśmy w przeciwnym kierunku.

Rzeczywistość rozwiązała problem Johnny’ego niemal odwrotnie. Zamiast umieszczać coraz więcej informacji w ludzkim mózgu, nauczyliśmy się pozostawiać coraz więcej informacji poza nim. Numery telefonów znajdują się w kontaktach, spotkania w kalendarzu, trasa w nawigacji, dokumenty i fotografie w cyfrowych archiwach. Odpowiedź na pytanie, której nie pamiętamy, często możemy odzyskać w ciągu kilku sekund.

Nie oznacza to jednak, że technologia po prostu „psuje pamięć”. Psychologia posługuje się pojęciem cognitive offloading — przenoszenia części wysiłku potrzebnego do zapamiętania lub wykonania zadania na zewnętrzne narzędzia. Notatka na kartce jest tego przykładem tak samo jak przypomnienie w smartfonie. Evan Risko i Sam Gilbert opisują takie zachowania jako powszechny element ludzkiego funkcjonowania poznawczego. Nie ma więc powodu sprowadzać całego problemu do prostej opowieści o technologii odbierającej nam pamięć.

Ciekawsze jest inne przesunięcie. Coraz częściej nie musimy pamiętać samej informacji. Musimy wiedzieć, jak do niej wrócić.

I tutaj Johnny spotyka nas w zaskakującym miejscu. On posiada dane, ale nie ma do nich dostępu. My coraz częściej nie przechowujemy informacji w sobie ani nawet na własnym urządzeniu, ale możemy dotrzeć do niej niemal natychmiast.

Od posiadania do dostępu.

Ta zmiana wykracza daleko poza pamięć. Nie musimy posiadać kolekcji muzyki, żeby słuchać tysięcy albumów. Nie musimy mieć własnego serwera, żeby korzystać z ogromnej mocy obliczeniowej. Coraz częściej nie kupujemy programu jako rzeczy — uzyskujemy dostęp do usługi. Zdjęcia mogą znajdować się na serwerach, których nigdy nie zobaczymy, choć nadal nazywamy je „naszymi zdjęciami”.

To jedna z największych różnic między światem Johnny’ego a naszym. W filmie informacja jest brutalnie materialna. Ma określoną objętość, trzeba ją fizycznie przewieźć, przeciąża nośnik, a ludzie są gotowi zabić Johnny’ego, żeby dostać się do tego, co transportuje. Johnny Mnemonic nadaje informacji ciało.

Nasza infrastruktura robi coś przeciwnego: ukrywa jej fizyczność. Klikamy „upload”, „sync” albo „play” i rzadko zastanawiamy się nad centrami danych, światłowodami, chipami, energią i przedsiębiorstwami potrzebnymi do tego, żeby po drugiej stronie ekranu wydarzyła się tak prosta czynność.

I tu pojawia się ważne rozróżnienie: mieć dane, mieć do nich dostęp i móc coś dzięki nim zrobić to trzy różne rzeczy.

Informacja chce być wolna. I droga.

Kilka lat po opublikowaniu oryginalnego opowiadania Gibsona odbyła się pierwsza Hackers Conference. W 1984 roku Stewart Brand wypowiedział tam słowa, z których kultura cyfrowa zapamiętała przede wszystkim jedną część: „information wants to be free”.

Tyle że Brand powiedział również coś, co często znika z tego cytatu. Informacja chce być droga, ponieważ właściwa informacja we właściwym miejscu może mieć ogromną wartość. Jednocześnie chce być wolna, ponieważ koszt jej rozpowszechniania ciągle maleje. Brand mówił więc o dwóch siłach działających w przeciwnych kierunkach.

Johnny Mnemonic niemal zamienia ten paradoks w przedmiot. Dane w głowie Johnny’ego można skopiować, ale możliwość dotarcia do nich jest niezwykle cenna. Wokół czegoś niematerialnego powstaje więc cały system kontroli: szyfrowanie, kody dostępu, kurierzy, korporacje, Yakuza, hakerzy i Black ICE.

Gibson mówił w okresie premiery, że film jest dla niego opowieścią o „politics of information” i „fable of the information age”. To znacznie ciekawsze niż sprawdzanie, ile gigabajtów przewidział poprawnie. Problem zaczyna się nie tylko przy pytaniu, kto ma informację, ale również: kto może ją zobaczyć, przesłać, wykorzystać albo zatrzymać.

Wolna informacja nie wystarcza.

Dostęp do wiedzy może radykalnie zwiększać możliwości człowieka. Sama dostępność informacji nie oznacza jednak jeszcze, że możemy coś z nią zrobić.

Można znać opis technologii, nie posiadając fabryki potrzebnej do jej wytworzenia. Można mieć kod, ale nie dysponować danymi i mocą obliczeniową potrzebnymi do odtworzenia systemu. Można przeczytać wyniki badań medycznych, nie posiadając wiedzy praktycznej, infrastruktury produkcyjnej ani łańcucha dostaw pozwalających zamienić odkrycie w terapię.

Pomiędzy informacją a działaniem znajduje się infrastruktura.

To komplikuje romantyczną wizję hakera, który zdobywa tajny plik, publikuje go i w ten sposób rozbija system. Czasem ujawnienie informacji rzeczywiście zmienia wszystko. Czasem nie wystarcza, ponieważ możliwość działania nadal zależy od pieniędzy, narzędzi, ludzi i infrastruktury.

Wolność informacji nie musi oznaczać wolności działania.

Punk nie musi niszczyć maszyny.

Dlatego ciekawi są również LoTeks. Łatwo potraktować ich jak standardową cyberpunkową kontrkulturę: brudne miasto na dole, korporacje na górze, buntownicy przeciwko systemowi. Tyle że filmowi LoTeks nie odrzucają technologii. Ich baza wykorzystuje własną infrastrukturę komunikacyjną, a ostatecznie to właśnie oni rozpowszechniają informacje o lekarstwie poprzez piracką transmisję.

Nie warto robić z nich idealnego modelu zdecentralizowanego społeczeństwa. Film nie daje do tego wystarczających podstaw. Pokazuje jednak coś ciekawszego: technologia nie musi pozostać wyłącznie narzędziem tych, którzy ją zaprojektowali.

W tym sensie „punk” nie musi oznaczać odrzucenia maszyny. Buntownik może powiedzieć: „nie chcę twojego systemu”. Trudniejsze pytanie brzmi: czy mogę nadal działać, jeśli nie zgodzę się na wszystkie jego zasady?

Johnny sam pokazuje, dlaczego odpowiedź nie jest prosta.

Johnny może odejść. Tylko za jaką cenę?

Johnny nie jest niewinną ofiarą korporacyjnego świata. Sam pracuje jako kurier i zarabia dzięki implantowi. Przyjmuje zlecenia i korzysta z możliwości, które daje mu ta praca. Kiedy dowiaduje się, że nowy ładunek ma 320 GB, zgadza się go przyjąć mimo bezpiecznego limitu wynoszącego 160 GB.

Odebranie mu odpowiedzialności za tę decyzję oznaczałoby paradoksalnie odebranie mu części podmiotowości. Ale jego wybór nie odbywa się w próżni. Johnny chce odzyskać wspomnienia i przestać być kurierem, lecz potrzebuje pieniędzy, żeby to zrobić. Żeby zdobyć środki pozwalające wyjść z tego życia, jeszcze raz korzysta z technologii, od której chce się uwolnić.

To nie jest więzienie z zamkniętymi drzwiami. Drzwi istnieją. Wyjście ma cenę.

I właśnie tutaj zależność staje się ciekawsza od prostego pytania o wolność. Człowiek zawsze zależał od innych ludzi, instytucji i infrastruktury. Sieć energetyczna, transport, medycyna czy internet zwiększają nasze możliwości właśnie dlatego, że nie musimy wszystkiego budować sami. Sama zależność nie oznacza więc braku wolności.

Ważniejsze jest to, czy mamy wpływ na jej zasady. Czy istnieje alternatywa? Czy możemy odejść bez utraty wszystkiego? Czy możemy zabrać swoje dane? Czy możemy odmówić?

Ile może kosztować powiedzenie „nie”, zanim możliwość wyboru stanie się tylko formalna?

Kiedy dane odzyskują znaczenie.

Na początku Johnny jest niemal idealnym elementem systemu. Ma przechowywać dane, transportować je i nie zadawać pytań. Jego praca działa właśnie dlatego, że informacja została oddzielona od znaczenia.

Potem dowiaduje się, co przewozi. Dane w jego głowie zawierają lekarstwo na NAS, którego Pharmakom nie chce udostępnić, ponieważ leczenie objawów choroby jest bardziej dochodowe niż jej wyleczenie. Informacja przestaje być anonimowym ładunkiem i staje się czymś, od czego zależy życie innych ludzi.

Wiedza odbiera Johnny’emu komfort neutralności.

Gibson mówił o swoim bohaterze, że w trakcie historii „manages to become a human being”. Można to odczytać nie jako odzyskanie człowieczeństwa przez kogoś, kto wcześniej był maszyną, lecz jako przejście od wykonywania funkcji do podejmowania własnych decyzji. Johnny przestaje być wyłącznie nośnikiem cudzych celów. Kiedy rozumie znaczenie informacji, musi również zdecydować, co z tą wiedzą zrobi. To interpretacja filmu, ale dobrze współgra z tym, jak Gibson opisywał drogę bohatera.

Na początku liczą się pojemność, cena i dostarczenie ładunku. Później pojawiają się konsekwencje. I być może właśnie dlatego własne wspomnienia Johnny’ego są w tej historii tak ważne. System potrafi policzyć pojemność jego mózgu i wartość transportowanych danych. Znacznie trudniej przeliczyć na jakąkolwiek jednostkę to, co Johnny utracił, żeby móc wykonywać tę pracę.

Przyszłość pomyliła kierunek.

Johnny Mnemonic nie przewidział naszej technologii. I może właśnie dlatego warto do niego wrócić. Nie zaczęliśmy masowo instalować dysków w mózgach, żeby przemycać gigabajty przez granice. Zrobiliśmy coś mniej widowiskowego: zbudowaliśmy zewnętrzną infrastrukturę, której powierzamy coraz więcej zadań związanych z przechowywaniem informacji, komunikacją, orientacją, pracą i pamiętaniem.

Johnny nosi cudzą informację wewnątrz siebie, ale nie może z niej swobodnie korzystać. My często znajdujemy się po przeciwnej stronie: informacja i narzędzia istnieją gdzieś poza nami, a mimo to dostęp do nich traktujemy jako część normalnego funkcjonowania.

Dlatego pytanie filmu nie zestarzało się razem z jego wyobrażeniem technologii. Zmieniło kierunek.

Nie chodzi już o to, ile danych można zmieścić w ludzkim mózgu ani wyłącznie o to, kto jest właścicielem informacji. Chodzi o relację między człowiekiem, informacją i infrastrukturą, która pozwala zamienić dostęp w możliwość działania.

Technologia zwiększa nasze możliwości właśnie dlatego, że nie musimy wszystkiego posiadać ani budować samodzielnie. To nie musi oznaczać utraty autonomii. Ciekawie robi się dopiero wtedy, gdy pytamy, czy mamy wpływ na zasady korzystania z systemów, od których zależymy.

Johnny chciał odzyskać własną pamięć i przestać być częścią świata, dzięki któremu mógł zarabiać. My nie potrzebujemy implantów, żeby stanąć przed łagodniejszą wersją podobnego problemu.

Nie chodzi o to, czy potrzebujemy technologii. Potrzebujemy. Pytanie brzmi, ile kosztuje nas odmowa, kiedy nie odpowiadają nam zasady korzystania z niej.


Źródła i dalsza lektura

William Gibson / Rogier van Bakel — „Remembering Johnny”, Wired, 1995
Bardzo dobre źródło pierwotne do interpretacji filmu. Gibson opisuje Johnny Mnemonic jako historię o „politics of information” i „fable of the information age” oraz komentuje przemianę bohatera.
Wired — Remembering Johnny

Evan F. Risko, Sam J. Gilbert — „Cognitive Offloading”, Trends in Cognitive Sciences, 2016
Przegląd badań definiujący cognitive offloading i porządkujący wiedzę o przenoszeniu części wymagań poznawczych na działania oraz zasoby zewnętrzne.
PubMed — Cognitive Offloading

Steven Levy — „Hackers at 30: Hackers and Information Wants to Be Free”, Wired, 2014
Relacja uczestnika pierwszej Hackers Conference i kontekst wypowiedzi Stewarta Branda z 1984 roku. Szczególnie ważne jest zachowanie obu części jego obserwacji: informacja może jednocześnie dążyć do swobodnego przepływu i posiadać ogromną wartość.
Wired — Hackers at 30

Prześlij komentarz

Nowsza Starsza

Newsletter

Nie udało się zapisać. Spróbuj ponownie za chwilę.
Prawie gotowe. Sprawdź swoją skrzynkę e-mail i potwierdź zapis, klikając link w wiadomości.

KLIN — zostań na dłużej

Nowe teksty, obserwacje i rzeczy, które każą spojrzeć drugi raz. Bez spamu i bez codziennego hałasu.