Czasem wystarczy jeden szczegół,
żeby znany świat zaczął wyglądać inaczej.

KLIN wyrósł z CyberpunkPortal, projektu poświęconego cyberpunkowi i science fiction. Dziś patrzę szerzej: na kulturę, naukę, technologię, historię i codzienność. Interesują mnie rzeczy, które komplikują to, co wcześniej wydawało się oczywiste.

RoboCop – analiza. Czy korporacja może posiadać człowieka?


Alex Murphy umiera na służbie. Dla jego rodziny oznacza to utratę męża i ojca. Dla korporacji OCP jego śmierć oznacza coś zupełnie innego: pojawił się materiał, z którego można stworzyć produkt. To właśnie tutaj RoboCop staje się czymś znacznie ciekawszym niż brutalny film science fiction o policjancie zamienionym w maszynę.

Najbardziej cyberpunkowe nie jest metalowe ciało Murphy’ego ani broń ukryta w jego nodze. Jest nim fakt, że człowiek zostaje odbudowany przez korporację, która zaczyna traktować jego nowe życie jak swoją własność. OCP nie pyta Murphy’ego, czy chce wrócić, jakie ciało chciałby otrzymać ani do czego ma być wykorzystywane. Firma podejmuje te decyzje za niego.

Dlatego najważniejsze pytanie RoboCopa nie brzmi dla mnie: czy Murphy nadal jest człowiekiem? To pytanie cyberpunk zadawał już wiele razy. Tutaj ciekawsze jest inne: do kogo właściwie należy Murphy?

Murphy umiera. Produkt powstaje

Kiedy poznajemy Alexa Murphy’ego, jest zwyczajnym policjantem przeniesionym do nowej jednostki. Ma partnerkę, rodzinę, wspomnienia i życie istniejące poza pracą. Chwilę później wszystko zostaje mu odebrane w jednej z najbardziej brutalnych scen filmu, ale śmierć Murphy’ego jest dopiero początkiem właściwej historii.

Omni Consumer Products wykorzystuje to, co pozostało z jego ciała, do realizacji programu RoboCop. Murphy przestaje być traktowany jak człowiek, którego życie należałoby ratować, i staje się podstawą technologicznego projektu. To ważne rozróżnienie, ponieważ OCP nie odbudowuje go przede wszystkim po to, żeby oddać mu życie. Korporacja tworzy RoboCopa, ponieważ potrzebuje skutecznego produktu.

Ciało człowieka zostaje więc podporządkowane funkcji, jaką ma pełnić dla organizacji. Murphy umiera jako policjant posiadający własne życie, rodzinę i przeszłość. Wraca jako narzędzie należące do systemu, który określił jego przeznaczenie, zanim odzyskał możliwość powiedzenia czegokolwiek o sobie.

Ciało jako własność korporacji

Cyberpunk od dawna interesuje się możliwością technologicznego ulepszania człowieka. Implanty mogą zwiększać siłę, zastępować utracone kończyny, poprawiać zmysły albo pozwalać przekraczać biologiczne ograniczenia. W RoboCopie problem nie polega jednak na tym, że ciało Murphy’ego zostało ulepszone. Problemem jest to, kto zdecydował o tym ulepszeniu i kto później sprawuje nad nim kontrolę.

Murphy nie wybiera swojego nowego ciała, jego możliwości ani programu, według którego będzie działał. Nawet fragmenty biologicznego ciała stają się przedmiotem decyzji technicznych podejmowanych przez ludzi stojących po drugiej stronie laboratoryjnej szyby. Człowiek, który kiedyś sam decydował o swoim ciele, zostaje sprowadzony do elementu projektu.

To sprawia, że RoboCop można czytać jako skrajną historię o kapitalizacji ludzkiego ciała. OCP inwestuje w Murphy’ego, przebudowuje go i oczekuje rezultatu. Jego ciało zostaje włączone do infrastruktury przedsiębiorstwa, a on sam staje się jednocześnie pracownikiem, narzędziem i produktem.

W dyskusji o transhumanizmie i biohackingu możemy pytać, jak daleko człowiek będzie chciał modyfikować samego siebie. RoboCop odwraca ten problem i stawia znacznie mniej wygodne pytanie: co stanie się wtedy, gdy o modyfikacji naszego ciała zacznie decydować ktoś inny?

Dyrektywy – kiedy regulamin trafia do ciała

RoboCop nie otrzymuje zwykłego zakresu obowiązków. Zasady jego działania zostają zapisane bezpośrednio w systemie. Ma służyć społeczeństwu, chronić niewinnych i przestrzegać prawa. Na pierwszy rzut oka brzmi to jak technologiczna wersja policyjnej przysięgi.

Problem pojawia się wraz z ukrytą czwartą dyrektywą. To zabezpieczenie uniemożliwia RoboCopowi działanie przeciwko wysokiemu rangą przedstawicielowi OCP. Korporacja stworzyła więc funkcjonariusza mającego egzekwować prawo, ale jednocześnie umieściła w nim ograniczenie chroniące własne interesy.

Prawo obowiązuje tylko do momentu, w którym zaczyna zagrażać właścicielowi systemu. RoboCop może być silniejszy od człowieka, szybszy i skuteczniejszy, ale nie jest całkowicie wolny. Jego autonomia kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się interes firmy.

To jeden z najbardziej cyberpunkowych pomysłów filmu. Nie trzeba przekonywać pracownika do wykonania polecenia, jeżeli można stworzyć system, w którym nie jest w stanie go odmówić.

Idealny pracownik nie potrzebuje wolności

OCP patrzy na Detroit podobnie jak przedsiębiorstwo patrzące na źle działający proces. Przestępczość, policja, bezpieczeństwo i samo miasto stają się problemami, które można rozwiązać poprzez odpowiednią technologię, automatyzację i zarządzanie. ED-209 jest jednym rozwiązaniem, RoboCop drugim.

W obu przypadkach logika pozostaje podobna: zwiększyć skuteczność, ograniczyć zawodność człowieka i stworzyć system, który będzie wykonywał swoje zadanie zgodnie z oczekiwaniami właściciela. Problem w tym, że człowiek nie działa jak maszyna. Miewa gorszy dzień, zmienia zdanie, kwestionuje polecenia, popełnia błędy i czasami świadomie łamie procedurę, ponieważ sytuacja wymaga czegoś, czego procedura nie przewidziała.

Z perspektywy człowieka nazywamy to doświadczeniem, autonomią albo odpowiedzialnością. Z perspektywy systemu nastawionego wyłącznie na wydajność te same cechy mogą wyglądać jak nieprzewidywalność, którą należałoby ograniczyć. RoboCop jest dla OCP atrakcyjny właśnie dlatego, że korporacja wierzy, iż znalazła sposób na stworzenie pracownika niemal pozbawionego tej nieprzewidywalności.

RoboCop bez metalowego ciała

Najłatwiej byłoby w tym miejscu napisać, że film Paula Verhoevena przewidział współczesne miejsca pracy. Byłaby to efektowna teza, ale zbyt prosta. Nie żyjemy w świecie OCP. Firmy nie zamieniają pracowników w cyborgów i nie zapisują regulaminów bezpośrednio w ich mózgach. Technologia zmieniła jednak sposób, w jaki można organizować, obserwować i oceniać ludzką pracę.

OECD używa pojęcia algorithmic management, czyli zarządzania algorytmicznego, do opisywania systemów automatyzujących część zadań wykonywanych wcześniej przez ludzkich menedżerów. Takie rozwiązania mogą między innymi przydzielać zadania i grafik, monitorować wykonanie pracy, mierzyć czas, ustalać cele czy wspierać ocenę pracowników.

W badaniu OECD opublikowanym w 2025 roku 44 procent badanych firm europejskich korzystało z narzędzi monitorujących czas pracy, a 40 procent z narzędzi monitorujących wykonanie zadań. W badanej grupie przedsiębiorstw ze Stanów Zjednoczonych wartości były jeszcze wyższe.

Nie oznacza to oczywiście, że współczesny pracownik stał się RoboCopem. Zmienia się jednak relacja pomiędzy człowiekiem a systemem. Pracownik coraz częściej może wykonywać swoje zadania wewnątrz środowiska, które nie tylko mówi mu, co ma zrobić, ale potrafi również mierzyć, kiedy to zrobił, ile czasu mu to zajęło i czy wynik odpowiada założonemu standardowi.

Dyrektywa nie musi znajdować się w głowie. Może znajdować się na ekranie.

Kiedy menedżer staje się algorytmem

Zarządzanie algorytmiczne kojarzy się przede wszystkim z platformami cyfrowymi, kierowcami czy kurierami. Międzynarodowa Organizacja Pracy analizowała jednak jego zastosowanie również w bardziej tradycyjnych miejscach pracy, między innymi w logistyce i ochronie zdrowia.

Trzeba tutaj zachować uczciwość. Automatyzacja zarządzania nie jest z definicji czymś złym. Dobrze wykorzystana technologia może usprawnić organizację, zmniejszyć liczbę powtarzalnych czynności, poprawić bezpieczeństwo i pomóc w planowaniu pracy. Sam algorytm nie jest korporacyjnym złoczyńcą.

Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek zostaje podporządkowany temu, co system potrafi zmierzyć. System świetnie radzi sobie z liczbami. Może policzyć wykonane zadania, czas, wydajność, liczbę błędów czy długość przerwy. Znacznie trudniej zmierzyć zmęczenie, doświadczenie, odpowiedzialność, chwilę potrzebną na zastanowienie albo zwykły fakt, że po drugiej stronie wskaźnika znajduje się człowiek.

RoboCop doprowadza tę logikę do groteskowego ekstremum. OCP nie potrzebuje pracownika, którego trzeba rozumieć. Potrzebuje pracownika, którego można zaprogramować.

Czy człowiek ma prawo być niewydajny?

To pytanie może początkowo brzmieć jak pochwała lenistwa, ale chodzi o coś zupełnie innego. Człowiek nigdy nie działa ze stałą wydajnością. Mamy lepsze i gorsze dni, potrzebujemy przerw, rozmawiamy z innymi ludźmi, czasami zatrzymujemy się przy problemie dłużej, niż przewiduje norma. Popełniamy błędy i uczymy się na nich.

W świecie, w którym coraz więcej elementów pracy można zmierzyć, pojawia się pokusa, żeby każde odchylenie od optimum potraktować jako problem wymagający korekty. Międzynarodowa Organizacja Pracy zwraca uwagę, że wykorzystanie sztucznej inteligencji i cyfrowych systemów zarządzania może przynosić korzyści, ale może również wiązać się z intensyfikacją pracy, inwazyjnym nadzorem, ograniczeniem autonomii oraz problemami dotyczącymi prywatności pracowników.

I właśnie tutaj film Verhoevena przestaje być wyłącznie satyrą z lat osiemdziesiątych. Nie dlatego, że przewidział konkretną technologię, lecz dlatego, że pokazał pewną logikę. Jeżeli organizację interesuje wyłącznie wynik, człowiek może stopniowo zacząć być postrzegany jako zbiór parametrów, które należy poprawić.

Pojawia się wtedy pytanie znacznie szersze niż sama wydajność: jeżeli każdą minutę pracy można zmierzyć, porównać i zoptymalizować, w którym momencie człowiek przestaje wykonywać pracę, a zaczyna być elementem maszyny?

Granica, której nie powinna przekraczać technologia

Europa już próbuje odpowiedzieć na część tych problemów. Unijne przepisy dotyczące pracy platformowej zawierają regulacje odnoszące się bezpośrednio do zarządzania algorytmicznego i ograniczają określone sposoby automatycznego monitorowania oraz przetwarzania danych osób wykonujących pracę platformową. Dotyczy to między innymi szczególnie wrażliwych informacji związanych ze stanem emocjonalnym lub psychologicznym oraz prywatnymi rozmowami.

Sam fakt, że takie regulacje stają się potrzebne, jest interesujący. Jeszcze niedawno dyskusja o prawach pracownika dotyczyła przede wszystkim wynagrodzenia, czasu pracy, bezpieczeństwa czy warunków zatrudnienia. Technologie cyfrowe dodają do tego kolejne problemy: kto może analizować zachowanie pracownika, jakie dane wolno zbierać, czy człowiek powinien wiedzieć, według jakich kryteriów jest oceniany i jak dużą rolę w decyzjach dotyczących jego pracy może odgrywać algorytm.

Wszystkie te pytania prowadzą do jednego większego problemu, który RoboCop przedstawia w celowo ekstremalnej formie: jak daleko organizacja może wejść w życie człowieka tylko dlatego, że potrafi uzasadnić to bezpieczeństwem albo wydajnością?

OCP nie sprzedaje przyszłości. Sprzedaje kontrolę

RoboCop powstał w konkretnym momencie historycznym i był znacznie bardziej polityczną satyrą, niż może sugerować jego powierzchnia. BFI zwraca uwagę na korporacyjny charakter świata filmu i jego krytykę amerykańskiego społeczeństwa, a Criterion wskazuje na satyrę wymierzoną w wolnorynkową ideologię i prywatyzację epoki Reagana.

OCP jest ucieleśnieniem tej wizji. Firma nie chce jedynie sprzedawać technologii. Chce uczestniczyć w zarządzaniu policją, bezpieczeństwem i ostatecznie samym Detroit. Funkcje kojarzone wcześniej z instytucjami publicznymi stają się kolejnymi obszarami działalności biznesowej.

Dlatego korporacja jest w RoboCopie groźniejsza od samej technologii. ED-209 nie ma ambicji przejęcia Detroit, a RoboCop nie stworzył własnych dyrektyw. Technologia wykonuje cele ludzi i organizacji, które ją kontrolują.

To dokładnie ten mechanizm, który pojawia się w pytaniu, dlaczego cyberpunk bardziej boi się korporacji niż sztucznej inteligencji. Maszyna może być niezwykle potężna, ale zawsze warto zapytać, kto ją posiada, kto ustala jej cele i kto odnosi korzyści z jej działania. W RoboCopie odpowiedź prowadzi nie do maszyny, lecz do OCP.

Największym problemem Murphy’ego nie jest metalowe ciało

W klasycznej historii science fiction przemiana człowieka w maszynę niemal automatycznie prowadzi do pytania o utratę człowieczeństwa. Verhoeven robi coś ciekawszego. Murphy nie odzyskuje siebie dlatego, że pozbywa się technologii. Nie może wrócić do dawnego biologicznego ciała, a metal nie jest klatką, którą wystarczy zdjąć, żeby ponownie stał się człowiekiem.

Jego prawdziwą walką jest odzyskanie sprawczości. Wspomnienia zaczynają przebijać się przez korporacyjny produkt, fragmenty dawnego życia wracają, a Murphy zaczyna działać nie tylko dlatego, że ktoś wpisał mu odpowiednie polecenie, lecz również dlatego, że sam uznaje coś za ważne.

W tym momencie projekt OCP zaczyna się rozpadać. Firma stworzyła idealne narzędzie, ale wewnątrz narzędzia pozostał ktoś, kto nie chce być wyłącznie funkcją.

„Murphy”

Dlatego zakończenie filmu działa tak dobrze. Po całej historii korporacyjnego programowania, odebranej przeszłości, technologicznej rekonstrukcji i walki o odzyskanie kontroli pada jedno nazwisko: Murphy.

Można potraktować tę scenę jako prosty powrót bohatera do dawnej tożsamości, ale mówi ona o czymś jeszcze. OCP nadało mu nazwę RoboCop, określiło jego funkcję, zbudowało jego nowe ciało i zapisało jego dyrektywy. Na końcu to jednak on sam mówi, kim jest.

Nie odzyskuje biologicznego ciała. Odzyskuje prawo do określenia samego siebie.

Dlaczego RoboCop nadal działa?

Wizja przyszłości z 1987 roku pod wieloma względami wygląda dziś archaicznie. Technologia się zmieniła, Detroit nie zostało przejęte przez OCP, a cybernetyczni policjanci nie patrolują ulic. Mimo to podstawowy konflikt filmu wcale się nie zestarzał.

Im więcej decyzji dotyczących pracy można automatyzować, im dokładniej można mierzyć wydajność i im więcej danych można zebrać o człowieku wykonującym swoje obowiązki, tym ważniejsze staje się pytanie o granicę pomiędzy pomocą technologii a utratą autonomii. Nie oznacza to, że algorytm jest OCP, a współczesny pracownik RoboCopem. Takie porównanie byłoby zbyt łatwe.

Film pokazuje raczej ekstremalny koniec pewnej logiki: świat, w którym efektywność, własność i interes organizacji stają się ważniejsze od prawa jednostki do decydowania o sobie. I dlatego RoboCop pozostaje cyberpunkiem nie z powodu metalowego pancerza, lecz dlatego, że pyta, co stanie się z człowiekiem, kiedy system zacznie traktować go jak technologię, którą można kupić, zmierzyć, zaprogramować i zoptymalizować.

Mocne strony

Największą siłą RoboCopa jest to, że pod warstwą brutalnego kina akcji kryje się niezwykle celna satyra. Film potrafi jednocześnie być widowiskowy, absurdalnie zabawny i bardzo gorzki. Korporacyjne spotkania, reklamy, telewizyjne wiadomości i pomysły OCP tworzą świat, który celowo jest przerysowany, ale nigdy całkowicie oderwany od rzeczywistości.

Świetnie działa również sam Murphy. Jego droga nie polega wyłącznie na pokonywaniu kolejnych przeciwników, lecz na stopniowym odzyskiwaniu pamięci, autonomii i prawa do własnej tożsamości. Dzięki temu technologiczna przemiana bohatera ma znaczenie wykraczające daleko poza efektowny projekt RoboCopa.

Ogromnym atutem pozostaje także reżyseria Paula Verhoevena. Przemoc jest przesadzona nie dlatego, że film nie zna umiaru, lecz dlatego, że cały świat RoboCopa jest groteskową wersją społeczeństwa podporządkowanego konsumpcji, mediom, korporacjom i obsesji efektywności.

Słabe strony

Nie każdy zaakceptuje ton filmu. RoboCop potrafi w ciągu kilku minut przejść od brutalności do czarnego humoru, satyry i niemal komiksowej akcji. Dla jednych właśnie ta mieszanka jest jego największą zaletą, dla innych może wyglądać jak brak konsekwencji.

Część efektów specjalnych zdradza oczywiście wiek produkcji, a niektóre elementy przyszłości są dziś bardziej retrofuturystyczne niż futurystyczne. Nie przeszkadza to jednak głównym ideom filmu. Paradoksalnie jego technologiczna staroświeckość tylko mocniej pokazuje, że RoboCop nigdy nie był naprawdę opowieścią o gadżetach.

Dla kogo jest RoboCop?

Dla osób, które znają RoboCopa przede wszystkim jako ikonę kina akcji lat osiemdziesiątych, powrót do filmu może być sporym zaskoczeniem. Pod metalowym pancerzem znajduje się historia o prywatyzacji, korporacyjnej władzy, pracy, autonomii i człowieku próbującym odzyskać prawo do samego siebie.

To również bardzo dobry film dla kogoś, kto chce zobaczyć, czym cyberpunk może być poza neonami, deszczem i wielkimi azjatyckimi metropoliami. Tutaj przyszłość jest brudna, brutalna, komercyjna i przerażająco dobrze zorganizowana.

Moja opinia

Najbardziej interesuje mnie dziś w RoboCopie nie jego wizja technologii, lecz wizja człowieka sprowadzonego do funkcji. Murphy jest wartościowy dla OCP tak długo, jak długo można wykorzystać jego ciało, możliwości i pracę do realizacji celów korporacji.

I właśnie dlatego film działa na mnie mocniej jako historia o autonomii niż jako opowieść o cyborgu. Technologia nie odbiera Murphy’emu człowieczeństwa. Próbują zrobić to ludzie, którzy uznali, że skoro zbudowali jego nowe ciało, mogą również zdecydować, do czego ma służyć jego życie.

To zasadnicza różnica i jeden z powodów, dla których RoboCop nadal jest jednym z najbardziej punkowych filmów science fiction swojej epoki.

Ocena CyberpunkPortal

★★★★★ 9,5/10

Nie dlatego, że wszystko zestarzało się idealnie. Nie zestarzało. Ale niewiele filmów potrafi jednocześnie działać jako brutalne kino akcji, czarna komedia, satyra korporacyjna i opowieść o człowieku próbującym odzyskać kontrolę nad własnym istnieniem.

Najlepszy cyberpunk często ukrywa najważniejsze pytania pod powierzchnią atrakcyjnej technologii. RoboCop robi dokładnie to.

Zakończenie

OCP potrafiło odbudować ciało Murphy’ego, zwiększyć jego siłę, zaprogramować jego zachowanie, określić obowiązki i stworzyć ograniczenia, których sam nie był w stanie świadomie odrzucić. Firma potrafiła zamienić człowieka w produkt, ale nie potrafiła całkowicie usunąć człowieka znajdującego się wewnątrz produktu.

Dlatego najważniejszym momentem RoboCopa nie jest dla mnie żadna strzelanina ani technologiczna demonstracja. Jest nim odzyskanie przez Murphy’ego prawa do powiedzenia, kim jest. Firma może kupić nasz czas, stworzyć narzędzia, którymi pracujemy, mierzyć wydajność, ustalać procedury i coraz dokładniej analizować sposób wykonywania pracy. Istnieje jednak granica, której przekroczenie zmienia relację pomiędzy człowiekiem a organizacją w coś zupełnie innego.

OCP potrafiło stworzyć RoboCopa. 

Nie potrafiło sprawić, żeby Murphy przestał należeć do samego siebie.

 

Ten tekst jest częścią ścieżki: Człowiek i system

Od własności człowieka przez procedury i systemy decyzyjne aż po pytanie o możliwość niezależnej oceny rzeczywistości.

 


Źródła

1. RoboCop i satyra na korporacyjną Amerykę


2. RoboCop, prywatyzacja i epoka Reagana


3. Zarządzanie algorytmiczne w miejscu pracy

 

 4. Algorytmy i monitoring w tradycyjnych miejscach pracy


5. AI, monitoring i autonomia pracowników

 

6. Prawo UE i zarządzanie algorytmiczne

EUR-Lex — Dyrektywa (UE) 2024/2831





Prześlij komentarz

Nowsza Starsza

Newsletter

Nie udało się zapisać. Spróbuj ponownie za chwilę.
Prawie gotowe. Sprawdź swoją skrzynkę e-mail i potwierdź zapis, klikając link w wiadomości.

KLIN — zostań na dłużej

Nowe teksty, obserwacje i rzeczy, które każą spojrzeć drugi raz. Bez spamu i bez codziennego hałasu.