Czasem wystarczy jeden szczegół,
żeby znany świat zaczął wyglądać inaczej.

KLIN wyrósł z CyberpunkPortal, projektu poświęconego cyberpunkowi i science fiction. Dziś patrzę szerzej: na kulturę, naukę, technologię, historię i codzienność. Interesują mnie rzeczy, które komplikują to, co wcześniej wydawało się oczywiste.

Dlaczego cyberpunk tak długo wyglądał jak Tokio? Japonia i narodziny przyszłości




Przez wiele lat przyszłość miała bardzo konkretny wygląd. Była nocą, padał deszcz, nad ulicami wisiały ekrany reklamowe, między wieżowcami świeciły niezrozumiałe znaki, a tłum poruszał się pod neonami w mieście tak wielkim, że pojedynczy człowiek niemal w nim znikał. I bardzo często ta przyszłość wyglądała jak Japonia.

W Blade Runnerze nad Los Angeles pojawiają się japońskie reklamy. Neuromancer zaczyna się w Chiba City. Późniejsze filmy, gry i komiksy przez dekady powtarzały podobny język wizualny: ciasne ulice, pionowe miasta, korporacyjne wieże, azjatyckie szyldy, automaty, tłum i technologię wciśniętą w każdy fragment codzienności.

Łatwo uznać to po prostu za estetykę. Cyberpunk potrzebował egzotycznego miasta przyszłości, więc twórcy spojrzeli na Tokio. Tyle że za tym wyborem kryło się coś znacznie ciekawszego.

Japonia w zachodnim cyberpunku nie była tylko dekoracją. Stała się symbolem przyszłości, której Zachód jednocześnie pragnął i się obawiał. A kiedy podobne idee zaczęli rozwijać japońscy twórcy, nie ograniczyli się do kopiowania Gibsona i Scotta. Przekształcili je we własne opowieści o mieście, ciele, technologii i tożsamości. W pewnym sensie cyberpunk odbył więc podróż w obie strony — i właśnie ta podróż wyjaśnia, dlaczego przez tak długi czas przyszłość wyglądała jak Tokio.

Przyszłość przez długi czas miała adres w Japonii

Żeby zrozumieć ten obraz, trzeba na chwilę zapomnieć o dzisiejszej Japonii i spróbować spojrzeć na nią oczami człowieka Zachodu z przełomu lat 70. i 80. Japonia coraz mocniej kojarzyła się wtedy z elektroniką, samochodami, automatyką i nowoczesnym przemysłem. Japońskie przedsiębiorstwa rosły, ich produkty trafiały do amerykańskich i europejskich domów, a Tokio stawało się jednym z najbardziej charakterystycznych symboli technologicznej metropolii.

Dla zachodniego obserwatora było to miejsce jednocześnie znajome i obce: kapitalistyczne, nowoczesne i niezwykle rozwinięte, a jednak kulturowo odmienne. To połączenie było dla science fiction niemal idealne. The Encyclopedia of Science Fiction zwraca uwagę na podwójną rolę Japonii w zachodniej wyobraźni — jako przestrzeni postrzeganej jako obca, a równocześnie jako symbolu technologicznej przyszłości. Szczególnie wyraźnie widać to w cyberpunku Williama Gibsona i Bruce'a Sterlinga.

Nie chodziło więc tylko o to, że Tokio wyglądało futurystycznie. Japonia pozwalała wyobrazić sobie świat, w którym technologia, konsumpcja, korporacje i miejska gęstość osiągnęły poziom, do którego reszta świata dopiero zmierzała. Cyberpunk zrobił z tego jeden ze swoich najbardziej charakterystycznych języków przyszłości.

Blade Runner: Los Angeles, które patrzyło na Wschód

Kiedy w 1982 roku pojawił się Blade Runner, cyberpunk jako wyraźnie nazwany nurt dopiero się kształtował. Dlatego nie ma sensu powtarzać popularnego uproszczenia, że film Ridleya Scotta „stworzył cyberpunk”. Znacznie trafniej widzieć w nim jedno z dzieł, które pomogły ustalić jego wizualny język.

Los Angeles roku 2019 nie wygląda w filmie jak sterylna stolica przyszłości. Jest zatłoczone, wilgotne, wielojęzyczne i pełne warstw. Stare budynki stoją pod gigantycznymi konstrukcjami korporacji, uliczni sprzedawcy funkcjonują kilka poziomów niżej niż elity tworzące sztuczne życie, a nad wszystkim unoszą się reklamy. To przyszłość zaawansowana technologicznie, ale jednocześnie zużyta, brudna i nierówna.

W tym świecie obecność Japonii jest natychmiast widoczna. Nie dlatego, że akcja została przeniesiona do Tokio. Właśnie przeciwnie: elementy japońskiej kultury i gospodarki zostały wbudowane w amerykańskie miasto. To ważna różnica, bo Blade Runner pokazuje przyszłość, w której dawne granice kulturowe i ekonomiczne zaczynają się rozmywać. Miasto staje się hybrydą, a to, co wcześniej wydawało się obce, zostaje wchłonięte przez codzienność.

Ten obraz okazał się tak silny, że cyberpunk będzie wracał do niego przez następne dekady.

Neuromancer zaczyna się właśnie tam

Dwa lata później William Gibson zrobił coś równie znaczącego. Neuromancer nie rozpoczyna się w Nowym Jorku, Londynie ani na futurystycznej stacji kosmicznej. Case znajduje się w Chiba City, w Japonii. Jest hakerem, który utracił możliwość wejścia do cyberprzestrzeni i dryfuje przez świat klinik, barów, przestępców, technologii oraz czarnego rynku.

Już sam ten początek mówi wiele o cyberpunku. Przyszłość nie jest tutaj laboratorium, a technologia nie należy wyłącznie do naukowców. Jest na ulicy. Można ją kupić, ukraść, wszczepić, zmodyfikować albo wykorzystać przeciwko komuś. Granica między oficjalnym systemem a podziemiem praktycznie znika.

Japonia świetnie pasowała do tej wizji. U Gibsona korporacje i sieci przestają wygodnie mieścić się w granicach państw, a człowiek żyje wewnątrz globalnego systemu, którego skali właściwie już nie rozumie. To jedna z rzeczy, które Neuromancer zrobił dla cyberpunku najważniejszych: przyszłość przestała być narodowa. Stała się siecią.

Japonia była jednocześnie fascynacją i lękiem

Tutaj pojawia się jednak problem, którego nie warto omijać. Japonia widziana przez zachodni cyberpunk nie zawsze była rzeczywistą Japonią. Często była projekcją zachodnich wyobrażeń o tym kraju.

Twórcy widzieli gigantyczne Tokio, elektronikę, korporacje, nowe formy konsumpcji i kulturę odmienną od własnej. Z tych elementów budowali obraz przyszłości. Był niezwykle sugestywny, ale niekoniecznie kompletny. Łatwo było zamienić cały kraj w symbol: Japonia jako technologia, Japonia jako korporacja, Japonia jako niezrozumiały znak nad ulicą, Japonia jako miejsce, w którym przyszłość wydarzyła się wcześniej.

Nie przekreśla to tych dzieł. Pozwala natomiast zobaczyć je ciekawiej, ponieważ cyberpunk, patrząc na Japonię, bardzo często mówił tak naprawdę o Zachodzie: o strachu przed utratą gospodarczej dominacji, globalizacji, rosnącej sile wielkich przedsiębiorstw i technologii rozwijającej się szybciej, niż społeczeństwo potrafi ją oswoić.

Japonia stała się więc ekranem, na który Zachód mógł rzucić własne obawy. Tyle że ta historia nie skończyła się na zachodniej fascynacji Tokio. W pewnym momencie Japonia zaczęła odpowiadać własnym językiem science fiction — i właśnie wtedy cyberpunk zrobił się naprawdę interesujący.

Akira: kiedy Neo-Tokio przestaje być dekoracją

Manga Akira Katsuhiro Otomo zaczęła ukazywać się w 1982 roku, a filmowa adaptacja z 1988 roku stała się jednym z najważniejszych momentów nie tylko w historii anime, ale również cyberpunku. Jej znaczenie wykracza daleko poza efektowne motocykle, eksplozje i panoramy Neo-Tokio.

Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza. Są wieżowce, reklamy, laboratoria, ogromne miejskie przestrzenie i technologia. Ale perspektywa jest zupełnie inna. Miasto nie jest egzotyczną przyszłością obserwowaną przez człowieka Zachodu. Jest miejscem, w którym żyją bohaterowie. Pod błyszczącą powierzchnią znajdują się gangi młodzieżowe, protesty, religijne sekty, przemoc państwa, eksperymenty wojskowe i pokolenie młodych ludzi, które właściwie nie ma dla siebie miejsca.

To już nie jest Japonia jako symbol przyszłości. To Japonia opowiadająca o sobie poprzez przyszłość. Dlatego Akira ma inną energię niż wiele zachodnich historii cyberpunkowych. Bunt nie pochodzi wyłącznie od samotnego hakera walczącego z systemem. Jest młody, chaotyczny, gniewny i fizyczny. Technologia natomiast nie tylko otacza bohaterów — w końcu dosłownie rozsadza ciało Tetsuo.

Cyberpunk zaczyna wchodzić pod skórę.

Tetsuo: kiedy maszyna wchodzi w ciało

Rok po filmowej Akirze pojawiło się dzieło, które doprowadziło tę ideę niemal do koszmaru. Tetsuo: The Iron Man Shinyi Tsukamoto z 1989 roku wygląda zupełnie inaczej niż wysokobudżetowa animacja Otomo. Jest czarno-biały, brudny, klaustrofobiczny, agresywnie zmontowany i niemal fizycznie nieprzyjemny.

Nie ma tutaj eleganckiej cyberprzestrzeni ani monumentalnych korporacyjnych wież. Jest ciało, które przestaje należeć do człowieka. Zwyczajny salaryman zaczyna zmieniać się w hybrydę mięsa i metalu. Technologia nie znajduje się już na ekranie ani w implancie, który można kontrolować. Przerasta ciało od środka. Kable, stal, beton, dym i przemysłowy hałas tworzą rzeczywistość, w której trudno powiedzieć, gdzie kończy się organizm, a zaczyna maszyna.

I tutaj jeden z charakterystycznych nurtów japońskiego cyberpunku staje się szczególnie widoczny. Pytanie nie brzmi już wyłącznie, kto kontroluje informację. Dochodzi do niego drugie: co stanie się z twoim ciałem? Człowiek nie tylko korzysta z technologii. Zaczyna się z nią stapiać.

Ghost in the Shell: a jeśli ciało przestanie wystarczać?

Kilka lat później pytanie zostało przesunięte jeszcze dalej. Ghost in the Shell Mamoru Oshii z 1995 roku przedstawia świat, w którym granica między człowiekiem a maszyną nie jest już szokującym wyjątkiem. Stała się częścią rzeczywistości.

Ludzie posiadają cybernetyczne ciała, umysły mogą być podłączone do sieci, a pamięć może zostać zmanipulowana. Tożsamość, którą człowiek uważa za własną, przestaje być czymś oczywistym. Major Motoko Kusanagi funkcjonuje w syntetycznym ciele, a świat wokół niej wypełniają istoty znajdujące się w różnych punktach pomiędzy biologicznym człowiekiem, maszyną i informacją.

To niezwykle ważny moment w rozwoju tych idei. W Akirze technologia i władza mogą zniszczyć ciało. W Tetsuo ciało zostaje pochłonięte przez maszynę. W Ghost in the Shell pojawia się jeszcze bardziej niepokojąca możliwość: być może biologiczne ciało nie wystarcza już do zdefiniowania człowieka.

Wtedy pytanie przestaje brzmieć: „jak wiele technologii możemy sobie wszczepić?”. Zaczyna brzmieć: „co właściwie musi pozostać, żebyśmy nadal byli sobą?” To cyberpunk przesunięty z ulicy do wnętrza świadomości.

Japonia nie skopiowała cyberpunku

Dlatego samo określenie „japońskie wpływy w cyberpunku” jest trochę mylące. Sugeruje prostą historię: cyberpunk powstał na Zachodzie, zafascynował się Japonią, a później Japonia zaczęła tworzyć własne cyberpunkowe filmy i mangi. Rzeczywistość była bardziej interesująca.

Japońska science fiction, manga i animacja miały własne tradycje, które rozwijały się równolegle. Oczywiście idee przepływały w obie strony — Gibson był czytany w Japonii, zachodnie kino trafiało do japońskich twórców, a później manga i anime coraz mocniej oddziaływały na Zachód. Nie był to jednak prosty import.

Japońscy twórcy połączyli podobne pytania o technologię z własnym doświadczeniem miasta, przemian społecznych, cielesności i tożsamości. W rezultacie powstało coś, co Zachód wkrótce zaczął importować z powrotem.

Cyberpunk wraca na Zachód

I tu koło zaczyna się zamykać. Najpierw zachodni twórcy patrzą na Japonię i wykorzystują jej obraz do stworzenia własnej przyszłości. Później japońscy twórcy rozwijają własne odmiany cyberpunku. Następnie te dzieła zaczynają wpływać na zachodnie kino, gry, komiksy i kulturę popularną.

Akira odegrała ogromną rolę w otwarciu zachodniej publiczności na anime. Ghost in the Shell stał się natomiast jednym z najbardziej rozpoznawalnych przykładów przepływu inspiracji w drugą stronę, a jego wpływ na późniejsze zachodnie science fiction — szczególnie Matrix — jest dobrze udokumentowany.

Jeśli spojrzeć na cały proces z dystansu, wygląda to niemal jak kulturowe sprzężenie zwrotne. Zachód wyobraził sobie przyszłość, patrząc częściowo na Japonię. Japonia zobaczyła podobne wyobrażenia i przekształciła je na własnych zasadach. A Zachód później zaczął inspirować się jej odpowiedzią. Cyberpunk przestał należeć do jednego kraju czy jednego kierunku przepływu idei.

Dlaczego przyszłość nie wygląda już tylko jak Tokio?

Dzisiaj coś się jednak zmieniło. Cyberpunk nadal korzysta z japońskiego języka wizualnego. Wystarczy spojrzeć na gry, filmy czy ilustracje przedstawiające nocne miasta pełne kanji, neonów i ulicznego jedzenia. Obraz Tokio jako przyszłości okazał się niezwykle trwały, ale nie jest już jedyny.

Technologiczna przyszłość ma dziś znacznie więcej adresów. Seul, Shenzhen, Hongkong, Singapur, ogromne centra danych, magazyny logistyczne, platformy cyfrowe, a nawet zwyczajne mieszkanie z telefonem leżącym na stole — wszystkie mogą być przestrzenią opowieści o technologii i władzy. To również mówi coś ważnego o samym cyberpunku.

W latach 80. przyszłość trzeba było często umieścić gdzieś daleko, żeby wydawała się obca. Dzisiaj nie zawsze trzeba. Algorytm decydujący o tym, co zobaczysz, nie potrzebuje neonu. System monitorujący pracownika nie potrzebuje wieżowca megakorporacji. Utrata prywatności nie musi wydarzyć się w ciemnym zaułku Neo-Tokio. Może wydarzyć się w jasny dzień, w zwyczajnym miejscu, za pośrednictwem urządzenia, którego nawet nie postrzegamy już jako futurystycznego.

Cyberpunkowa przyszłość przestała więc potrzebować Tokio jako jedynego symbolu technologicznego jutra. Być może dlatego, że część problemów, które kiedyś można było pokazać tylko poprzez futurystyczne miasto, stała się zwyczajną częścią współczesnego świata.

Tokio było lustrem

I właśnie dlatego japońskie wpływy w cyberpunku są czymś więcej niż historią neonów, znaków kanji i futurystycznych metropolii. Japonia odegrała w tym gatunku kilka ról jednocześnie. Dla zachodnich twórców była miejscem, w którym przyszłość zdawała się pojawiać wcześniej. Była źródłem fascynacji technologią, ale również ekranem dla obaw związanych z globalizacją, korporacjami i zmianą układu sił.

Dla japońskich twórców podobny język science fiction stał się natomiast sposobem mówienia o własnym mieście, młodości, przemocy, ciele, technologii i tożsamości. A kiedy Akira, Tetsuo i Ghost in the Shell dotarły na Zachód, kierunek inspiracji ponownie się odwrócił. Cyberpunk nigdy nie rozwijał się w jednej kulturze i w jednym kierunku. Idee podróżowały, zmieniały znaczenie i wracały w nowej formie.

Dlatego pytanie „dlaczego cyberpunk wygląda jak Tokio?” ma dwie odpowiedzi. Pierwsza jest historyczna: ponieważ przez pewien czas Japonia wydawała się Zachodowi miejscem, w którym można było zobaczyć fragment własnej technologicznej przyszłości. Druga jest znacznie ciekawsza: patrząc na Tokio, cyberpunk tak naprawdę patrzył na nas.

Nie próbował po prostu opisać Japonii roku 2000 czy 2020. Próbował zrozumieć, co może stać się ze społeczeństwem, kiedy technologia, korporacje, miasta i informacja zaczną zmieniać się szybciej niż człowiek. I dlatego Tokio tak długo było idealnym miastem cyberpunku.

Nie dlatego, że było przyszłością.

Dlatego, że pozwalało ją sobie wyobrazić.

Źródła i dalsza lektura

Japonia i cyberpunk: The Encyclopedia of Science Fiction  Japan  o roli Japonii w zachodniej wyobraźni science fiction i jej znaczeniu dla cyberpunku.

Link pod „The Encyclopedia of Science Fiction  Japan”: https://sf-ecyclopedia.com/entry/japan

Historia cyberpunku: The Encyclopedia of Science Fiction Cyberpunk  o narodzinach nurtu, jego rozwoju i kształtowaniu cyberpunkowej wizji przyszłości.

„The Encyclopedia of Science Fiction  Cyberpunk”: https://sf-encyclopedia.com/entry/cyberpunk

William Gibson i Neuromancer: The Encyclopedia of Science Fiction  William Gibson o twórczości Gibsona, Neuromancerze i kontekście jego wizji technologicznej przyszłości.
„The Encyclopedia of Science Fiction William Gibson”: https://sf-encyclopedia.com/entry/gibson_william

Japoński cyberpunk: British Film Institute  Where to begin with Japanese cyberpunk o Akirze, Tetsuo: The Iron Man, Ghost in the Shell i charakterystycznym dla japońskiego cyberpunku związku technologii z ciałem.

„British Film Institute  Where to begin with Japanese cyberpunk”: https://www.bfi.org.uk/features/where-begin-japanese-cyberpunk

Akira i jej znaczenie: British Film Institute  30 years of Akira o znaczeniu Akiry dla anime, cyberpunku i jego międzynarodowej recepcji.
Link pod „British Film Institute 30 years of Akira”: https://www.bfi.org.uk/features/30-years-akira-teenage-kicks-anime-style

Prześlij komentarz

Nowsza Starsza

Newsletter

Nie udało się zapisać. Spróbuj ponownie za chwilę.
Prawie gotowe. Sprawdź swoją skrzynkę e-mail i potwierdź zapis, klikając link w wiadomości.

KLIN — zostań na dłużej

Nowe teksty, obserwacje i rzeczy, które każą spojrzeć drugi raz. Bez spamu i bez codziennego hałasu.