Kiedy słyszymy słowo „cyberpunk”, łatwo zobaczyć neonowe ulice, cybernetyczne implanty, ogromne miasta tonące w deszczu i ludzi podłączonych bezpośrednio do sieci. Ta estetyka stała się tak rozpoznawalna, że czasami przesłania to, co w gatunku jest znacznie ciekawsze. Neuromancer, Blade Runner, Akira czy Ghost in the Shell nie pozostały ważne dlatego, że dokładnie przewidziały technologie, którymi dziś się posługujemy. Wiele z ich wizji wcale się nie spełniło.
Technologia nie musi tworzyć nowych pragnień. Może zwiększać możliwości realizowania starych
Cyberpunk traci sporą część swojej siły, kiedy sprowadzamy go do prostego równania: technologia równa się zagrożenie. Implant sam w sobie nie jest zły. Sieć nie ma własnej moralności. Sztuczna inteligencja nie posiada automatycznie politycznego czy ekonomicznego celu tylko dlatego, że jest zaawansowaną technologią. Znacznie ważniejsze jest to, kto używa danego narzędzia, w jakim celu i jaką przewagę dzięki niemu uzyskuje.
Pragnienie władzy, zysku czy kontroli jest znacznie starsze od komputerów. Technologia może jednak zmienić skalę, szybkość i koszt realizowania tych pragnień. System, który kiedyś wymagał tysięcy ludzi, dokumentów i godzin pracy, może zostać częściowo zautomatyzowany. Decyzja podejmowana kiedyś lokalnie może zostać zastosowana jednocześnie wobec ogromnej liczby ludzi. Współczesne systemy algorytmicznego zarządzania potrafią już pomagać w przydzielaniu zadań, monitorowaniu pracowników czy ocenie ich pracy. Nie potrzebujemy więc fikcyjnej megakorporacji, aby zobaczyć podstawowy mechanizm, którym cyberpunk interesował się od dawna: technologia może zwiększać możliwości organizowania, obserwowania i kontrolowania ludzi.
Nie oznacza to, że maszyna automatycznie prowadzi do tyranii. Technologia potrafi również zwiększać autonomię, dostęp do wiedzy i możliwości działania jednostki. Właśnie dlatego ciekawsze od pytania „czy technologia jest dobra czy zła?” jest pytanie o relację sił, którą tworzy. Kto otrzymuje dzięki niej nowe możliwości? Kto ustala zasady? I czy człowiek korzystający z systemu ma rzeczywistą możliwość powiedzenia „nie”?
Informacja może dawać władzę bez bezpośredniego przymusu
W wielu cyberpunkowych historiach informacja jest równie cenna jak broń. Bohaterowie kradną dane, włamują się do systemów, przejmują pamięć, manipulują tożsamością albo próbują odzyskać informacje, których ktoś inny nie powinien posiadać. Nie jest to przypadkowa obsesja gatunku. Wiedza o człowieku może zwiększać możliwość przewidywania jego zachowania, dopasowywania komunikatów i wpływania na środowisko, w którym podejmuje decyzje.
Współczesne platformy cyfrowe mogą gromadzić ogromne ilości informacji o zachowaniu użytkowników, a systemy rekomendacyjne wykorzystują dane do personalizowania treści, reklam i kolejnych propozycji. Nie oznacza to, że algorytm zna człowieka lepiej niż on sam albo potrafi po prostu nim sterować. Takie twierdzenie byłoby zbyt łatwe. Znacznie ciekawsze jest pytanie o to, jak zmienia się równowaga sił, kiedy jedna strona posiada coraz więcej informacji o zachowaniu drugiej i może coraz dokładniej dostosowywać do niej cyfrowe środowisko.
Dlatego cyberpunkowe pytanie „kto posiada informacje?” nabiera dzisiaj dodatkowego znaczenia. Nie chodzi wyłącznie o samą wiedzę, lecz o to, co można zrobić, kiedy wie się o człowieku wystarczająco dużo. Informacja nie musi zastępować przemocy ani gwarantować kontroli, żeby stać się źródłem przewagi.
Możemy być połączeni i nadal pozostawać samotni
Cyberpunkowe miasta są pełne ludzi, reklam, ekranów i komunikatów. Ulice nigdy naprawdę nie zasypiają, a technologia sprawia, że kontakt z innymi wydaje się niemal nieustannie możliwy. Mimo tego bohaterowie Blade Runnera, Ghost in the Shell czy wielu późniejszych historii często sprawiają wrażenie głęboko samotnych. Nie dlatego, że technologia automatycznie niszczy relacje, ale dlatego, że połączenie nie jest tym samym co bliskość.
To rozróżnienie jest dziś bardziej interesujące niż proste hasło „im więcej komunikacji, tym mniej rozmowy”. Internet pozwala utrzymywać relacje na ogromne odległości, odnajdywać ludzi o podobnych zainteresowaniach i tworzyć społeczności, które bez technologii prawdopodobnie nigdy by nie powstały. Jednocześnie samotność jest doświadczeniem subiektywnym: człowiek może mieć wiele kontaktów i nadal odczuwać brak relacji, których rzeczywiście potrzebuje. Badania nad związkiem technologii i samotności nie dają zresztą prostego werdyktu. Sposób korzystania z technologii, cel oraz sytuacja konkretnego człowieka mają znaczenie, a narzędzia cyfrowe mogą zarówno wspierać więzi, jak i im szkodzić.
Właśnie dlatego samotne postacie w ogromnych cyberpunkowych metropoliach nadal działają na wyobraźnię. Ich problem nie musi polegać na tym, że nie mogą się z nikim połączyć. Bardziej niepokojąca jest możliwość, że świat może zapewnić niemal nieograniczoną komunikację, a jednocześnie nie potrafić zagwarantować człowiekowi poczucia, że ktoś naprawdę go zna, rozumie i potrzebuje.
Największym luksusem przyszłości może okazać się to, czego nie można łatwo kupić
Cyberpunk lubi światy, w których rynek potrafi wycenić niemal wszystko. Ciało można ulepszyć, wspomnienie zmienić, informację sprzedać, a doświadczenie zamienić w usługę. Im bardziej rozwinięta staje się technologia, tym więcej elementów ludzkiego życia może wejść w obszar produktów, abonamentów i usług.
Ciekawe jest jednak to, co nie poddaje się tej logice równie łatwo. Cisza, prywatność, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa czy przekonanie, że druga osoba interesuje się nami dlatego, że sama tego chce. Technologia może tworzyć coraz bardziej spersonalizowane doświadczenia, ale wraz z nimi może rosnąć wartość rzeczy trudnych do zmierzenia, zaprogramowania i zagwarantowania.
Być może dlatego prawdziwym luksusem przyszłości nie musi być dostęp do najbardziej zaawansowanej technologii. Może nim być możliwość odłączenia się od niej bez ponoszenia za to społecznej lub ekonomicznej ceny. Możliwość pozostania poza systemem, który jest wygodny właśnie dlatego, że stał się niemal niemożliwy do ominięcia.
Cyberpunk nie musi się wydarzyć
Nie potrzebujemy cybernetycznych implantów, latających samochodów ani świadomej sztucznej inteligencji, żeby część pytań cyberpunku zaczęła dotyczyć naszej codzienności. Już teraz powierzamy urządzeniom i platformom zadania, które kiedyś wykonywaliśmy samodzielnie: przechowywanie części informacji, nawigację, filtrowanie treści czy organizowanie kontaktów z innymi ludźmi. Robimy to zazwyczaj nie dlatego, że ktoś nas zmusza, lecz dlatego, że rozwiązania te są użyteczne i wygodne.
I właśnie wygoda może być jednym z ciekawszych tematów współczesnego cyberpunku. Wielkie zmiany nie zawsze przychodzą jako spektakularna rewolucja technologiczna. Czasami składają się z tysięcy drobnych decyzji, z których każda osobno wydaje się rozsądna: pozwalamy aplikacji zapamiętać hasło, lokalizację czy preferencje; pozwalamy algorytmowi zaproponować następną piosenkę, film, wiadomość albo trasę. Żadna z tych decyzji sama w sobie nie tworzy dystopii. Ich suma może jednak stopniowo zmieniać relację pomiędzy człowiekiem a systemami, z których korzysta.
Nie chodzi więc o to, że cyberpunk „przewidział przyszłość”. Bardziej interesujące jest coś innego: rozpoznał napięcia, które nie zniknęły wraz ze zmianą technologii. Władza nadal potrzebuje informacji. Firmy nadal szukają nowych rynków. Ludzie nadal potrzebują bliskości, prywatności, uznania i poczucia kontroli nad własnym życiem. Zmieniają się narzędzia, za pomocą których te potrzeby i interesy mogą się spotykać.
Cyberpunk nie jest tylko pesymizmem
Łatwo czytać cyberpunk jak katalog ostrzeżeń przed przyszłością. Taka interpretacja pomija jednak jedną z najważniejszych rzeczy: technologia w tych historiach bardzo często daje ludziom również nowe możliwości. Pozwala przekraczać ograniczenia ciała, komunikować się, tworzyć nowe tożsamości, zdobywać wiedzę i przeciwstawiać się systemom, które wcześniej wydawały się nietykalne. Problemem nie jest więc samo zwiększenie ludzkich możliwości, lecz pytanie o to, czy wraz z możliwościami rośnie nasza zdolność odpowiedzialnego korzystania z nich.
Technologia może wzmacniać kontrolę, ale może również dawać jednostce narzędzia do jej omijania. Może pogłębiać nierówności, ale może też obniżać bariery dostępu do wiedzy. Może pośredniczyć w samotności, a jednocześnie umożliwiać relacje, które bez niej nigdy by nie powstały. Cyberpunk jest najciekawszy właśnie wtedy, gdy nie pozwala łatwo podzielić tych możliwości na dobre i złe.
Jest w tym również coś głęboko punkowego. Nie chodzi o odrzucenie technologii ani o romantyczną ucieczkę od nowoczesnego świata. Chodzi o zachowanie autonomii wobec systemów, które coraz częściej proponują nam gotowe odpowiedzi, wybory i sposoby życia. Pytanie nie brzmi więc wyłącznie: „co technologia może zrobić człowiekowi?”. Równie ważne jest: ile decyzji dotyczących własnego życia człowiek nadal chce podejmować sam?
Najmroczniejszym elementem cyberpunku nie jest maszyna
Cyberpunk opowiada o technologii, ale bardzo często patrzy przez nią na człowieka: jego potrzebę kontroli, strach przed samotnością, pragnienie znaczenia, skłonność do podporządkowania innych i jednoczesne pragnienie zachowania własnej autonomii. Maszyny zmieniają możliwości bohaterów, lecz nie usuwają sprzeczności, które istniały w nich wcześniej.
Dlatego najbardziej niepokojące elementy cyberpunku mogą istnieć bez neonowych metropolii i implantów wszczepionych do mózgu. Nie potrzebujemy przyszłości rodem z Blade Runnera, żeby pytać, ile informacji o sobie chcemy oddać w zamian za wygodę, gdzie przebiega granica pomiędzy personalizacją a wpływem albo dlaczego w świecie niemal nieustannego kontaktu nadal można czuć się samotnym. To nie dowodzi, że „żyjemy już w cyberpunku”. Pokazuje coś ciekawszego: technologie się zmieniają, ale część konfliktów pomiędzy władzą a autonomią, wygodą a prywatnością czy połączeniem a bliskością pozostaje z nami.
Najmroczniejszym elementem cyberpunku nie jest więc możliwość, że technologia pewnego dnia stanie się potężniejsza od człowieka. Bardziej niepokojąca jest możliwość, że technologia będzie rozwijać się niezwykle szybko, podczas gdy człowiek pozostanie pełen tych samych pragnień, lęków i słabości, które miał zawsze.
Wtedy najważniejsze pytanie nie brzmi już: „jak bardzo rozwinie się technologia?”, lecz czy wraz z nią potrafimy rozwijać również siebie?
